Cullinan – historia największego diamentu …
Podział diamentu Cullinan był jednym z najbardziej ryzykownych momentów w historii jubilerstwa.
Nie tylko dlatego, że kamień był największy. Ale dlatego, że jeden błąd oznaczałby bezpowrotną stratę czegoś, czego nie dałoby się już nigdy naprawić.
W pracy z diamentami doświadczenie nie usuwa napięcia. Ono jedynie pozwala je unieść.
I właśnie z takim napięciem mierzył się Josef Asscher w 1908 roku, stojąc przed surowym kamieniem ważącym ponad 3000 karatów.

Odkrycie, które zmieniło wszystko…
26 stycznia 1905 roku Frederick Wells, nadzorca kopalni Premier na terenie dzisiejszej Republiki Południowej Afryki, odbywał rutynowy obchód wyrobiska. Przechodząc obok hałdy ziemi, zauważył coś, co w nienaturalny sposób odbijało światło – jakby ziemia na moment „mrugnęła” w słońcu.
Wydobyty z ziemi biały kryształ był wielkości męskiej pięści. Wells nie pomyślał od razu, że trzyma w rękach największy diament w historii. Znajdowane wcześniej kamienie nie przygotowały nikogo na taki rozmiar. To musiało dezorientować.
A jednak coś sprawiło, że zabrał znalezisko do biura kopalni. Co więcej zdecydował się go wysłać do badania aż do Londynu. Po analizie potwierdzono wniosek wysnuty po oględzinach w kopalni – podejrzenia się potwierdziły – to był diament.
Ważył 3106 karatów.
Wkrótce na miejscu pojawił się właściciel kopalni, Sir Thomas Cullinan. W rezultacie kamień nazwano jego imieniem, a historia ruszyła dalej szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Droga Cullinana do Korony Brytyjskiej
Ze względów bezpieczeństwa diament przetransportowano do Anglii w tajemnicy. Jak głosi jedna z branżowych anegdot, specjalnie wynajęci detektywi eskortowali replikę kamienia. Tymczasem oryginał wysłano zwykłą pocztą. Dziś brzmi to niewiarygodnie, ale były to inne czasy – i inne standardy ryzyka.
W 1907 roku, z okazji 66. urodzin króla Edwarda VII, Cullinan został przekazany monarsze jako dar „dobrej woli”. Król przyjął go bez wahania.
Rozpoczęły się rozmowy z najlepszymi szlifierzami świata.
Ostatecznie wybór padł na amsterdamską firmę IJ Asscher & Co. Jej właściciel, Josef Asscher, był wówczas uznawany za najbardziej doświadczonego szlifierza swoich czasów.
Moment, w którym doświadczenie spotyka napięcie
Podział Cullinana nie był wyłącznie technicznym wyzwaniem. Był próbą charakteru.
Kroniki wspominają, że w dniu rozłupania kamienia Amsterdam „zatrzymał się w bezruchu”.
Pierwsze uderzenie nie przyniosło efektu. W rezultacie stalowy przecinak pękł! Tymczasem diament pozostał nienaruszony. W pracowni zapadła cisza… wszyscy obecni wiedzieli, że w takich chwilach doświadczenie nie daje gwarancji. Daje jedynie odwagę, by spróbować ponownie.
Asscher odłożył narzędzie. Na moment.
Po namowach – a być może także pod presją zebranych możnych i przedstawicieli brytyjskiej korony – zdecydował się jeszcze raz podjąć próbę.
Drugie uderzenie było niemal spokojne. Bez demonstracji siły.
Diament podzielił się dokładnie tam, gdzie zaplanował mistrz.

Według relacji świadków, Josef Asscher stracił wtedy przytomność. Nie był to gest teatralny ani przesadzona reakcja. Raczej naturalne rozładowanie napięcia, które przez długie miesiące towarzyszyło decyzji, od której nie było odwrotu.
Od surowego giganta do arcydzieł
Dalsza obróbka Cullinana trwała ponad osiem miesięcy. Z surowego kamienia powstało 9 dużych i 96 mniejszych diamentów. Podobno kilka miesięcy przygotowywał się do położenia szlifu na największym kamieniu, noszącym imię po surowym diamencie Cullinan I. Dziewięć największych części trafiło do właściciela kamienia – króla Edwarda VII, który część z nich umieścił w brytyjskich insygniach władzy.Największy z nich – Cullinan I – do dziś stanowi część brytyjskich insygniów koronnych.
Z całej masy surowca pozostało niespełna 20 karatów drobnych fragmentów. To właśnie na nich Josef Asscher mógł dopracować charakterystyczny kształt szlifu, który dziś znamy jako szlif Asschera.

Czasem to właśnie resztki materiału mówią najwięcej o klasie mistrza.
Diamenty, które można zobaczyć z bliska
Korona Brytyjska pozwoliła niegdyś wykonać sto wiernych kopii dziewięciu największych Cullinanów. Do dziś zachowało się zaledwie kilka kompletnych zestawów.
Mam to szczęście, że jeden z nich znajduje się w posiadaniu Mart Diamonds. Ilekroć oglądam te kamienie – ich proporcje, sposób prowadzenia światła, odwagę cięcia – wracam myślami do Josefa Asschera. Bez wątpienia jednego z największych szlifierzy w historii diamentów.

Czy Cullinan był największy?
Przez lata w środowisku ekspertów krążyła teoria, że Cullinan mógł być jedynie fragmentem jeszcze większego kamienia. Ta myśl rozpaliła wyobraźnię i wywołała prawdziwą gorączkę poszukiwań. Drugiej części nigdy nie odnaleziono.
Ale być może właśnie ta niewiadoma sprawia, że historia Cullinana wciąż tak bardzo nas fascynuje.
Bo w diamentach – podobnie jak w decyzjach – nie wszystko musi zostać dopowiedziane…
Chcesz więcej takich historii?
Śledź mojego bloga – znajdziesz tu analizy, opowieści i ciekawostki z najwyższej półki świata diamentów. Zapraszam na inne moje kanały jak Instagram , YouTube czy TikTok .
Jeśli doceniasz moją pracę możesz mi też postawić kawę – będzie mi bardzo miło !
W przypadku pytań dotyczących diamentów zapraszam do kontaktu. Pamiętajcie że moich wpisów nie można traktować jako rekomendacji.
To po prostu moja opinia i chęć podzielenia się z Wami moją wiedzą nt. diamentów.
Przypominam także iż teksty są moją własnością i zgodnie z prawem podlegają ochronie. Wszelkie prawa zastrzeżone.