Ilustracja CVD
|

Kiedy syntetyczny diament zaczyna udawać naturalny…

CVD o masie 6.87ct, który miał wyglądać jak kryształ z wnętrza Ziemi…

Są takie publikacje gemmologiczne, które czytam, odkładam i idę dalej. Są też takie, przy których zatrzymuję się na dłużej. Najnowszy przypadek opisany w Gems & Gemology zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Nie dlatego, że odkryto kolejny syntetyczny diament. To nie byłoby dziś niczym szczególnym. Tym razem interesujące jest coś znacznie bardziej istotnego: ktoś wyhodował diament metodą CVD, a następnie celowo nadał mu formę przypominającą naturalny kryształ diamentu w surowej postaci.

I właśnie tutaj zaczyna się naprawdę ciekawa historia.

Autorzy publikacji — Nick Davies, Sema Firat, David Fisher i Thoufieq Shaik z De Beers Science & Technology w Maidenhead w Wielkiej Brytanii — opisali bezbarwny diament o masie 6,87 ct. Na pierwszy rzut oka jego forma mogła przypominać naturalny kryształ oktaedryczny. Dla osoby, która nie zajmuje się gemmologią zawodowo, można by właściwie powiedzieć: „wygląda jak rough”. I właśnie o to chodziło.

Syntetyczny diament o masie 6,87 ct, osadzony metodą CVD, o średnicy około 11 mm, ukształtowany w przybliżonym kształcie ośmiościanu. Zdjęcie: Danny Bowler.
Syntetyczny diament o masie 6,87 ct, stworzony metodą CVD, o średnicy około 11 mm,
ukształtowany w przybliżonym kształcie ośmiościanu.
Zdjęcie: Danny Bowler.

Problem polega na tym, że nie był to naturalny surowy (rough) diament. Był kamieniem syntetycznym CVD, który został później odpowiednio uformowany. To ważne rozróżnienie. Czym innym jest syntetyczny diament, który po prostu powstał w laboratorium, a czym innym materiał, którego forma została świadomie zaprojektowana tak, aby przypominał coś, czym nie jest. Autorzy publikacji wskazują, że taki sposób przygotowania kamienia może mieć na celu wprowadzenie w błąd. Trudno nie potraktować tego bardzo poważnie.

Naturalny kryształ to coś więcej niż jego kształt

Kiedy patrzymy na naturalny rough, często zaczynamy od jego formy: oktaedr, dodekaedr, kryształ mieszany albo nieregularny. Dla gemmologa kształt jest jednak dopiero początkiem. Naturalny kryształ ma swoją morfologię i krystalografię, a jego powierzchnie są konsekwencją sposobu, w jaki rósł w naturalnym środowisku. Nie powstały dlatego, że ktoś nadał mu odpowiednią geometrię.

I właśnie tutaj syntetyczny kamień zaczął „mówić” własnym językiem.

W naturalnym diamencie o pokroju oktaedrycznym główne powierzchnie odpowiadają płaszczyznom krystalograficznym {111}. W opisanym przypadku było inaczej. Badania dyfrakcyjne wykazały, że żadna z głównych powierzchni badanego kamienia nie odpowiadała orientacji {111}. Dwie przeciwległe powierzchnie wykazywały natomiast orientację {100}, zgodną z charakterystycznym sposobem wzrostu materiału CVD.

Dla osoby spoza gemmologii może to brzmieć jak detal. Dla gemmologa jest to informacja fundamentalna, ponieważ pokazuje, że kamień może wyglądać jak naturalny oktaedr, ale jego krystalografia opowiada zupełnie inną historię.

I właśnie dlatego od lat powtarzam, że diamentu nie powinno się oceniać wyłącznie oczami. Oko może powiedzieć: „to wygląda jak naturalny kryształ”. Krystalografia może odpowiedzieć: „nie, ten kryształ nie powstał w taki sposób”.

Najciekawsze jest to, co kryształ ma zapisane w środku

Paradoksalnie, nie sam fakt, że syntetyczny diament próbował udawać naturalny, wydaje mi się tutaj najbardziej interesujący. Najbardziej fascynuje mnie to, że jego wnętrze nadal zdradzało prawdziwą historię jego powstania.

To właśnie jest jedna z rzeczy, które od zawsze fascynują mnie w diamentach. Naturalny diament jest dla mnie czymś więcej niż materiałem o określonej strukturze chemicznej. Jest zapisem czasu — nie metaforycznego, ale geologicznego. Kiedy patrzę na naturalny kryształ, patrzę na coś, co powstało w warunkach, których nie da się odtworzyć w laboratorium w tym samym znaczeniu geologicznym.

Laboratorium może stworzyć diament. Może stworzyć go szybko, kontrolować jego wzrost, zmieniać parametry procesu, a następnie odpowiednio uformować jego powierzchnię. Nie może jednak dopisać mu miliardów lat historii Ziemi.

Obraz kontrastu różnicowo-interferencyjnego w pobliżu wierzchołka kamienia, ukazujący szorstkość połączeń między powierzchniami i ślady polerowania po wystąpieniu szorstkości. Zdjęcie autorstwa Davida Fishera; pole widzenia 0,48 mm.
Obraz kontrastu różnicowo-interferencyjnego w pobliżu wierzchołka kamienia, ukazujący szorstkość połączeń między powierzchniami i ślady polerowania po wystąpieniu szorstkości.
Zdjęcie autorstwa Davida Fishera; pole widzenia 0,48 mm.

I właśnie dlatego ten przypadek jest tak ciekawy. Można zmienić wygląd kryształu, ale znacznie trudniej zmienić historię zapisaną w jego wnętrzu.

CVD zostawia swój podpis

Badania opisane przez autorów obejmowały między innymi obrazowanie DiamondView. W kamieniu zaobserwowano charakterystyczne struktury związane ze wzrostem CVD, w tym kolumnowy charakter wzrostu oraz cechy luminescencyjne związane z centrami defektowymi i dyslokacjami. Zaobserwowano również ślady wskazujące na wzrost typu stop-start, czyli okresy wzrostu przerywane zmianami warunków procesu.

To bardzo ciekawy element całej historii. Naturalny diament również ma swoją historię wzrostu, ale jego „fabryką” nie była komora CVD. Była nią miliardy lat temu Ziemia.

Badany kamień był również typu IIa. To istotne, ponieważ naturalne diamenty typu IIa stanowią niewielką część wszystkich naturalnych diamentów, podczas gdy bezbarwne diamenty CVD bardzo często należą właśnie do tej grupy. Nie oznacza to oczywiście, że każdy Type IIa jest syntetykiem. I tutaj dochodzimy do jednej z podstawowych zasad współczesnej gemmologii: pojedyncza cecha nigdy nie powinna być traktowana jako samodzielny dowód pochodzenia.

Typ, fluorescencja, widmo absorpcyjne, morfologia, charakter wzrostu, inkluzje, luminescencja czy krystalografia — każda z tych informacji jest elementem większej układanki. Dobry gemmolog nie szuka jednej cechy, która potwierdzi jego wcześniejsze przekonanie. Szuka spójności wszystkich dostępnych danych.

Czy mamy powód do paniki?

Nie. I właśnie tutaj warto zachować proporcje.
Publikacja nie mówi, że rynek naturalnego rough został zalany syntetykami. Autorzy wyraźnie zaznaczają, że nie znaleziono dowodów na powszechne zastępowanie naturalnych diamentów syntetycznymi w łańcuchu dostaw rough. Nie chciałbym więc, aby z tej historii powstał kolejny sensacyjny nagłówek w rodzaju „syntetyczne diamenty oszukują cały rynek”. Byłoby to po prostu niezgodne z tym, co faktycznie wynika z badań.

Ale jest coś, czego nie powinniśmy ignorować. Technologia pokazała, że potrafi zrobić kolejny krok. Nie tylko wyhodować diament, nie tylko wyhodować duży i czysty kryształ, ale również nadać mu formę, która ma imitować naturalny rough.

Dla każdego profesjonalisty zajmującego się naturalnymi diamentami jest to ważna informacja.

„Wziąłem do ręki i wiedziałem” już nie wystarczy…

W branży diamentowej doświadczenie ma ogromną wartość. Sam przez lata nauczyłem się, że kamień potrafi bardzo wiele powiedzieć człowiekowi, który wie, na co patrzeć. Rough ma swoją charakterystykę: ciężar, powierzchnię, pokrój, formę wzrostu, sposób odbijania światła, a czasami nawet pewną „osobowość”.
Ale doświadczenie ma swoje granice.
Jeżeli technologia potrafi stworzyć materiał, który celowo imituje wizualne cechy naturalnego rough, powiedzenie „wziąłem go do ręki i wygląda mi na naturalny” nie jest już wystarczającym argumentem. Może być pierwszą opinią. Nie powinno być ostatnią.
I nie chodzi tutaj o wojnę doświadczenia z technologią. Wręcz przeciwnie. Najlepszym rozwiązaniem jest ich połączenie: doświadczenie człowieka i technologia laboratoryjna.
Doświadczony handlowiec czy gemmolog powinien zauważyć, że coś się nie zgadza, wiedzieć, gdzie szukać i jakie pytania zadać. Następnie powinien mieć możliwość zweryfikowania swojej obserwacji odpowiednimi metodami instrumentalnymi.
Tak właśnie powinien wyglądać nowoczesny profesjonalny rynek diamentów: obserwuję, stawiam hipotezę, badam, potwierdzam albo odrzucam.

Kiedy obserwuję naturalny, surowy, nieoszlifowany jeszcze diament 
odczuwam prawdziwy zachwyt i pokorę zarazem przed siłami Matki Natury.
na zdjęciu Martin Marcok
Kiedy obserwuję naturalny, surowy, nieoszlifowany jeszcze diament
odczuwam prawdziwy zachwyt i pokorę zarazem przed siłami Matki Natury.
Martin Marcok

Naturalnego diamentu nie definiuje tylko jego chemia

To chyba najważniejsza rzecz, którą wynoszę z całej tej historii.
Chemicznie diament pozostaje diamentem. Węgiel, struktura krystaliczna, te same podstawowe właściwości fizyczne. A jednak pomiędzy diamentem naturalnym i laboratoryjnym istnieje fundamentalna różnica w tym, jak powstały.
I właśnie dlatego pochodzenie ma znaczenie.
Naturalny diament jest rezultatem procesu, którego nie da się oddzielić od czasu. Nie chodzi tylko o to, że „naturalny jest stary”. Chodzi o to, że jego wiek, historia wzrostu, późniejsze przemiany i droga na powierzchnię Ziemi są częścią tego, czym ten kryształ jest.

Laboratorium może stworzyć materiał. Nie może stworzyć jego przeszłości.

Im lepsze będą syntetyki, tym ważniejsza będzie gemmologia

Rozwój syntetycznych diamentów nie sprawia, że gemmologia staje się mniej potrzebna. Wręcz przeciwnie — sprawia, że staje się jeszcze ważniejsza.

Im lepiej syntetyczny materiał potrafi imitować naturalny, tym większego znaczenia nabiera wiedza o tym, co naprawdę odróżnia jeden od drugiego. To nie jest już wyłącznie problem technologiczny. To problem informacji, pochodzenia i zaufania.

Jeżeli kupuję naturalny diament, chcę wiedzieć, że kupuję właśnie to, za co płacę. Jeżeli sprzedaję naturalny diament, powinienem być w stanie to udowodnić. To jest fundament profesjonalnego rynku.

Przypadek opisany przez Daviesa, Firat, Fishera i Shaika nie oznacza, że jutro każdy naturalny kryształ, który zobaczymy na rynku, będzie podejrzany. Pokazuje jednak bardzo wyraźnie, że granica pomiędzy „wygląda jak naturalny” a „jest naturalny” staje się coraz ważniejsza.

I może właśnie dlatego tak bardzo lubię diamenty. Ich najważniejsza część historii jest niewidoczna gołym okiem.
Możemy zmienić kształt. Możemy wypolerować powierzchnię. Możemy zmienić sposób, w jaki kamień wygląda. Ale tego, co wydarzyło się w jego wnętrzu — i kiedy się wydarzyło — nie da się tak łatwo wymazać.

Dlatego kiedy następnym razem ktoś powie:
„Przecież ten surowiec wygląda zupełnie naturalnie.”
moja odpowiedź będzie prosta:
To fajnie! A teraz sprawdźmy, czy rzeczywiście jest naturalny.




Chcesz więcej takich historii?
Śledź mojego bloga – znajdziesz tu analizy, opowieści i ciekawostki z najwyższej półki świata diamentów. Zapraszam na inne moje kanały jak Instagram , YouTube czy TikTok
Jeśli doceniasz moją pracę możesz mi też postawić kawę – będzie mi bardzo miło !

W przypadku pytań dotyczących diamentów zapraszam do kontaktu. Pamiętajcie że moich wpisów nie można traktować jako rekomendacji. To po prostu moja opinia i chęć podzielenia się z Wami moją wiedzą nt. diamentów.
Przypominam także
 iż teksty są moją własnością i zgodnie z prawem podlegają ochronie. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Podobne wpisy

  • |

    Mechanizm powstawania barw różowej, czerwonej i brązowej w naturalnych diamentach na skutek deformacji plastycznej

    Różowa, czerwona i brązowa barwa w naturalnych diamentach stanowi szczególną kategorię zjawisk barwnych, wyraźnie odmienną od klasycznych mechanizmów opartych na domieszkach chemicznych. Barwy te są efektem deformacji plastycznej sieci krystalicznej diamentu, zachodzącej w warunkach wysokiego ciśnienia i temperatury w płaszczu Ziemi. Artykuł omawia warunki geologiczne deformacji, charakter defektów krystalograficznych, ich wpływ na strukturę elektronową diamentu…

  • Skala Mohsa – historia, tajemnice i klejnoty Natury

    Minerały od zawsze fascynowały ludzkość – nie tylko swoim pięknem, ale i różnorodnością właściwości. Jednym z kluczowych aspektów ich charakterystyki jest twardość, czyli odporność na zarysowania. Jak jednak sklasyfikować minerały według tego kryterium? Odpowiedzią na to pytanie była skala twardości Mohsa, opracowana w XIX wieku przez niemieckiego mineraloga Friedricha Mohsa. To narzędzie, które do dziś…

  • Natura poza schematem: nieoszlifowane, płaskie diamenty …

    Nie każdy diament rodzi się jako perfekcyjny ośmiościan czy zaokrąglony dwunastościan. Czasem natura wybiera inną drogę i tworzy kryształy przypominające cienkie płytki, delikatne talerze lub trójkątne listki. W handlu określa się je jako flats, flakes albo po prostu płaskie diamenty. Choć rzadziej trafiają na rynek jubilerski, mają fascynującą historię i znaczenie — zarówno dla gemmologów, jak i kolekcjonerów. Jak…

  • Moval – szlif, który łączy w sobie dwa światy

    W świecie jubilerstwa istnieją szlify klasyczne, których nazwy rozbrzmiewają w uszach każdego miłośnika biżuterii – brylantowy, gruszkowy, markiza. Ale są też takie, które pozostają na granicy dwóch estetyk, łącząc w sobie to, co najlepsze z różnych światów. Moval to właśnie jeden z takich kształtów – elegancki, subtelny i niedoceniany, choć skrywa w sobie niezwykłą harmonię. Co to…

  • Mit zrównoważonych diamentów syntetycznych – prawda, której przemysł nie chce ujawnić…

    W ostatnich latach marketing diamentów syntetycznych bombarduje nas hasłami o „ekologiczności”, „zrównoważonym rozwoju” i „zerowym śladzie węglowym”. Czy te twierdzenia mają jednak pokrycie w rzeczywistości? Niestety, analiza faktów odsłania zupełnie inny obraz – jeden, który przemysł laboratoryjny woli ukrywać. Energetyczna prawda o diamentach z laboratorium… Produkcja diamentów syntetycznych to proces niezwykle energochłonny. Aby stworzyć jeden…

  • Piękno niedoskonałości – inkluzje w diamentach…

    „Perfekcja to sztuczna granica. To inkluzje czynią diament żywym.” Czym są inkluzje i dlaczego prawie każdy diament je ma … Diamenty — mimo że uchodzą za najczystsze formy piękna naturalnego — prawie zawsze zawierają inkluzje. To wewnętrzne cechy: mikroskopijne pęknięcia, drobne kryształki, przebarwienia, lub inne struktury, które powstają podczas formowania kamienia miliony a nawet miliardy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *