Dynamiczny rozwój rynku diamentów laboratoryjnych (LGD) postawił branżę jubilerską przed nie lada wyzwaniem. Wyzwaniem, które nie jest już wyłącznie technologiczne, lecz przede wszystkim regulacyjne i etyczne. Kluczowym problemem nie jest bowiem fakt istnienia diamentów wytwarzanych metodami laboratoryjnymi, lecz sposób ich nazewnictwa, prezentacji oraz komunikacji wobec konsumenta.
Rynek diamentów znajduje się dziś w jednym z najciekawszych momentów swojej historii. Z jednej strony – wielowiekowa tradycja diamentów naturalnych, z drugiej – dynamiczny rozwój diamentów laboratoryjnych (LGD), które technologicznie osiągnęły poziom nieodróżnialny dla przeciętnego konsumenta. W ostatnich miesiącach coraz częściej powraca pytanie:
czy diamenty laboratoryjne powinny w swojej nazwie funkcjonować jako „diamenty syntetyczne”?
Temat ten – co zrozumiałe – budzi skrajne emocje. I trudno się temu dziwić.
Z perspektywy producentów i sprzedawców diamentów naturalnych, takie rozróżnienie byłoby rozwiązaniem prostym, czytelnym i nie wymagającym dodatkowych wyjaśnień. Jedno słowo w nazwie porządkowałoby narrację rynkową i jednoznacznie oddzielało produkt pochodzenia naturalnego od produktu powstałego w procesie technologicznej syntezy.
Z drugiej strony, producenci diamentów laboratoryjnych argumentują – również nie bez racji – że określenie „syntetyczny” w świadomości konsumentów niesie ze sobą skojarzenia z czymś gorszym, sztucznym, pozbawionym autentyczności. Tymczasem LGD są chemicznie i fizycznie diamentami w pełnym znaczeniu tego słowa. Jednak ich powstanie jest wynikiem kontrolowanego procesu, który w naturze trwa miliony lat.
Problem jednak nie kończy się na sporze semantycznym.
…transparentność ponad semantyką
Amerykańska Federal Trade Commission (FTC) w swoich Guides for the Jewelry, Precious Metals, and Pewter Industries jasno wskazuje, że określenie „diamond” może być stosowane zarówno wobec diamentów naturalnych, jak i laboratoryjnych, pod warunkiem jednoznacznego ujawnienia ich pochodzenia.
FTC nie wymaga użycia słowa „synthetic” w sensie pejoratywnym. Natomiast konsekwentnie podkreśla, że brak wyraźnego określenia „laboratory-grown”, „laboratory-created” lub równoważnego stanowi wprowadzanie konsumenta w błąd. Innymi słowy: problemem nie jest nazwa sama w sobie, lecz jej niepełność informacyjna.
Formalnie – coś prawdy w tym jest: LGD są diamentami.
Regulacyjnie – tylko wtedy, gdy konsument nie musi się domyślać, z jakim diamentem ma do czynienia.
Światowa Konfederacja Jubilerska CIBJO idzie o krok dalej, traktując kwestię nazewnictwa jako element etyki zawodowej, a nie wyłącznie zgodności formalnej.
W tzw. Blue Books CIBJO jednoznacznie zaleca stosowanie określeń:
– „Natural Diamond” / „Diament Naturalny”
– „Laboratory-Grown Diamond” / „Diament Laboratoryjny”
CIBJO wyraźnie sprzeciwia się praktykom, w których informacja o pochodzeniu kamienia jest:
– pomijana,
– marginalizowana,
– ukrywana w dokumentacji technicznej,
– ujawniana dopiero po zadaniu pytania przez klienta.
Z punktu widzenia CIBJO kluczowa jest zasada natychmiastowej i jednoznacznej identyfikacji produktu już na etapie pierwszej prezentacji handlowej.
Normy ISO, w szczególności ISO 18323:2015, wprowadzają istotne rozróżnienie pomiędzy:
– kamieniami naturalnymi,
– zidentyfikowanymi jako kamienie syntetyczne,
– kamieniami imitującymi.
ISO definiuje diament syntetyczny jako kamień o tej samej strukturze chemicznej i krystalicznej co naturalny diament, ale wytworzony w procesie technologicznym. Jednocześnie norma ta podkreśla konieczność precyzyjnego opisu pochodzenia w całym łańcuchu dostaw – od producenta, przez hurt, po detal.
W praktyce oznacza to, że zgodność z ISO nie polega wyłącznie na poprawnym raporcie gemmologicznym. Ta polega na spójności komunikacyjnej na każdym etapie sprzedaży.
Praktyka rynkowa a luka etyczna – czyli jaki diament?
Podczas moich ostatnich obserwacji rynkowych w krajach Europy Zachodniej, ale także i w Polsce, wielokrotnie spotykałem się z sytuacjami, w których sprzedawcy prezentowali diamenty laboratoryjne bez jednoznacznego wskazania ich pochodzenia. Informacja ta bywała pomijana w narracji sprzedażowej, a raport gemmologiczny przedstawiany w sposób, który dla przeciętnego klienta nie był czytelny.
Argument: „to przecież i tak diament” pojawiał się zaskakująco często.
I właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadniczy problem: zgodność formalna nie zawsze oznacza zgodność etyczną. Branża może spełniać minimalne wymogi regulacyjne, a jednocześnie systemowo erodować zaufanie konsumentów.
Transparentność pochodzenia nie jest dziś kwestią dobrej woli sprzedawcy, lecz fundamentem zaufania do całej branży jubilerskiej. Konsument ma prawo wiedzieć, czy kupuje diament naturalny, czy laboratoryjny – niezależnie od tego, który wybór uzna za właściwy. Ukrywanie tej informacji lub traktowanie jej jako „drugorzędnej” podważa wiarygodność rynku jako całości.

Wnioski regulacyjne – czas na standardy wyprzedzające prawo
Z perspektywy eksperckiej coraz bardziej oczywiste staje się, że brak jednolitych, egzekwowalnych standardów komunikacji może w przyszłości doprowadzić do zewnętrznych regulacji ustawowych. Dziś mało kto dostrzega że będą one znacznie bardziej restrykcyjne i mniej elastyczne niż rozwiązania wypracowane oddolnie.
Dlatego dziś kluczowe pytanie nie brzmi:
czy diament laboratoryjny jest „prawdziwym” diamentem ?
lecz:
czy sposób jego prezentacji spełnia standardy uczciwej informacji konsumenckiej?
Rynek diamentów – zarówno naturalnych, jak i laboratoryjnych – potrzebuje wspólnego języka, spójnych definicji i jednoznacznych zasad komunikacji. Nie po to, by faworyzować którykolwiek segment, lecz by chronić fundament, na którym cała branża została zbudowana.
A zaufanie, jak wiemy, jest w tej branży najcenniejszym klejnotem!
Chcesz więcej takich historii?Śledź mojego bloga – znajdziesz tu analizy, opowieści i ciekawostki z najwyższej półki świata diamentów. Zapraszam na inne moje kanały jak Instagram , YouTube czy TikTok .
Jeśli doceniasz moją pracę możesz mi też postawić kawę – będzie mi bardzo miło !
W przypadku pytań dotyczących diamentów zapraszam do kontaktu. Pamiętajcie że moich wpisów nie można traktować jako rekomendacji. To po prostu moja opinia i chęć podzielenia się z Wami moją wiedzą nt. diamentów. Przypominam także, iż teksty są moją własnością i zgodnie z prawem podlegają ochronie. Wszelkie prawa zastrzeżone.



